Forum STOGINET Strona Główna STOGINET
sieć STOGINET
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

http://stoginet.fora.pl

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum STOGINET Strona Główna -> wolna trybuna
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
master
Administrator



Dołączył: 25 Cze 2006
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: stogi

PostWysłany: Sob 15:46, 25 Lis 2006    Temat postu: http://stoginet.fora.pl

83.13.14.170

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
irak
Gość






PostWysłany: Sob 15:14, 21 Kwi 2007    Temat postu: Polacy w Iraku Zmień/Usuń ten post

Sobota, 21 kwietnia 2007

Już 25 Polaków zginęło w Iraku
PAP 11:25
Pogrzeb majora Hieronima Kupczyka, pierwszego Polaka, który zginął w Iraku
(fot. AFP)

Śmierć polskiego żołnierza, starszego szeregowego Tomasza Jury, który zginął w piątek w wyniku wybuchy miny-pułapki w północno-wschodniej dzielnicy Diwaniji, Nahda, zwiększyła do 25 liczbę Polaków, którzy zginęli w Iraku od 3 września 2003 r., kiedy wielonarodowa dywizja pod polskim dowództwem przejęła odpowiedzialność za środkowo-południową strefę stabilizacyjną.


6 listopada 2003
Ginie pierwszy polski żołnierz w Iraku, major Hieronim Kupczyk, śmiertelnie trafiony w szyję podczas przejazdu w konwoju z amerykańskiej bazy Dogwood do Karbali w polskiej strefie.


REKLAMA Czytaj dalej



22 grudnia 2003
Starszy szeregowy Gerard Wasielewski umiera postrzelony w bazie w Karbali przez kolegę.

7 maja 2004
W ataku terrorystów 30 km na południe od Bagdadu giną dwaj dziennikarze TVP: Waldemar Milewicz i Mounir Bouamrane.

8 maja 2004
W wybuchu zdalnie zdetonowanej miny-pułapki ginie na drodze w Al-Imam kapitan Sławomir Stróżak, a w wypadku drogowym koło Karbali starszy chorąży Marek Krajewski.

5 czerwca 2004
W ostrzale konwoju w Bagdadzie giną dwaj byli żołnierze GROM, którzy pracowali dla zajmującej się ochroną amerykańskiej firmy Blackwater. Ich nazwisk nie ujawniono.

8 czerwca 2004
Starszy kapral Tomasz Krygiel i starszy szeregowy Andrzej Zielke ponoszą śmierć w czasie operacji niszczenia amunicji i materiałów wybuchowych w Suwajrze, na południe od Bagdadu, gdy skład zostaje ostrzelany z moździerzy i jeden z pocisków trafia w stertę amunicji. Ginie także trzech żołnierzy słowackich i jeden łotewski, a trzeci polski żołnierz, starszy kapral Paweł Ślizak, doznaje ciężkich obrażeń.

29 lipca 2004
Na drodze koło Madlulu, 20 km na północny zachód od Hilli, wybuch miny złożonej z 16 połączonych szeregowo ładunków, w tym pocisków artyleryjskich, zabija kaprala Marcina Rutkowskiego i rani siedmiu innych polskich żołnierzy z 19- osobowego patrolu.

19 sierpnia 2004
Starszy szeregowy Grzegorz Rusinek i szeregowy Sylwester Kutrzyk giną w wypadku samochodowym po ostrzale ich patrolu w Hilli; pięciu polskich żołnierzy z patrolu odnosi rany.

21 sierpnia 2004
Wybuch samochodu-pułapki na drodze pod Hillą zabija starszego szeregowego Krystiana Andrzejczaka. Sześciu żołnierzy, w tym jadący w konwoju lekarz i sanitariusz, zostaje rannych.

12 września 2004
Podporucznik Daniel Różyński, podporucznik Piotr Mazurek i starszy szeregowy Grzegorz Nosek giną w ataku na patrol saperski w okolicy miejscowości Maszru. Trzej inni polscy żołnierze zostają ranni. Napastnicy otworzyli do Polaków ogień z broni maszynowej i przeciwpancernej.

15 grudnia 2004
Trzej polscy wojskowi: drugi pilot mł. chor. Paweł Jelonek, strzelec pokładowy mł. chor. Karol Szlązak i ppłk lekarz Jacek Kostecki ponoszą śmierć w pobliżu Karbali w katastrofie śmigłowca spowodowanej - jak potem ustalono - przez błąd pilota; trzy inne osoby zostają ranne.

25 lutego 2005
Starszy szeregowy Roman Góralczyk i dwaj iraccy cywile giną w zderzeniu polskiego samochodu wojskowego i irackiego mikrobusu w okolicach Diwaniji; czterech polskich żołnierzy i 15 Irakijczyków zostaje rannych.

Sierpień 2006
Ginie emerytowany major z jednostki z Lublińca, pracujący dla prywatnej brytyjskiej firmy zajmującej się ochroną. Jego nazwiska nie ujawniono.

10/11 listopada 2006
W wyniku ataku na polsko-słowacki konwój od wybuchu miny-pułapki nieopodal polskiej bazy Delta w Al Kut ginie sierżant Tomasz Murkowski oraz żołnierz słowacki.

7 lutego 2007
Starszy szeregowy Piotr Nita z 25. Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego ginie w wyniku wybuchu miny-pułapki podczas jazdy w konwoju z bazy Scania do Bazy Echo.

20 kwietnia 2007
Starszy szeregowy Tomasz J. ndt. z 25. Brygady Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim ginie w wyniku wybuchu miny-pułapki w północno-wschodniej dzielnicy Diwaniji, Nahda, kilka kilometrów od bazy Echo, kiedy połączony patrol irackiej armii i policji oraz Wielonarodowej Dywizji Centrum Południe patrolował wyznaczony rejon odpowiedzialności w ramach kolejnej fazy operacji "Czarny Orzeł". (zel)
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Nie 20:14, 29 Kwi 2007    Temat postu: Fałszywki rosną na na dębie. Wymyślanie tradycji, czyli ?? Zmień/Usuń ten post

Fałszywki rosną na na dębie. Wymyślanie tradycji, czyli nie jest tak, jak się państwu zdaje

Archeolodzy, pracujący w Skandynawii wzruszają ramionami, gdy ktoś pyta ich o rogate hełmy Wikingów, gdyż do tej pory nie wykopali ani jednego egzemplarza takiego nakrycia głowy. Zresztą hełmy z rogami są wyjątkowo niepraktyczne - zbyt ciężkie i łatwo nimi o coś zahaczyć. Nadają się raczej na scenę. Nic dziwnego, bo wymyślił je pod koniec XIX w. szef garderobianych w New York Opera House.

Motto:
"Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza! Tradycja naszych dziejów jest warownym murem. To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni." (finałowa piosenka z filmu "Miś" Stanisława Barei)

Co ma wspólnego krakowski hejnalista, przebity tatarską strzałą, ze szkockimi spódniczkami, hełmami Wikingów, cuda czyniącą wodą z gdyńskiego Źródła Marii oraz pewną kociewską, sięgającą czasów krzyżackich legendą?
Odpowiedź jest prosta - wszystko to zostało wymyślone. I to całkiem niedawno.
- Przywykliśmy myśleć o kulturze i narodzie jako o czymś trwałym i stałym, opartym na wielowiekowej tradycji - tłumaczy dr Kinga Sekerdej, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Często przekonuje się nas, że tę tradycję i kulturę trzeba chronić przed różnymi zagrożeniami, wypaczeniami, innowacjami itd. W końcowych scenach „Misia” Stanisława Barei słyszymy monolog o tradycji, która jest jak dąb, który setki lat pnie się w górę. Tymczasem nie jest to wcale tak oczywiste, a wiele, wydawałoby się wiekowych, tradycji powstało całkiem niedawno. I chyba mniej powinno dziwić to, że tradycje się zmieniają, a bardziej właśnie to, że tak bardzo wierzymy w ich niezmienność.
Naukowcy powołują się na ciekawą tezę historyka brytyjskiego, Erica Hobsbawma, twierdzącego, że żyjemy wśród wielu sztucznie wymyślonych tradycji, które mają całkiem niedawne korzenie i bywają produktem inżynierii społecznej. W okresach nagłych zmian zachodzących w społeczeństwie dochodzi do celowego wymyślania nowych tradycji. Ludzie to "kupują" i po jakimś czasie są święcie przekonani, że to co robią, powtarzają, w co wierzą, liczy już co najmniej kilkaset lat...

Anglik nakłada spódniczkę Szkotom

Słynną szkocką spódniczkę wymyślił... Anglik. Był kwakrem, nazywał się Tomasz Rawlinson i w połowie XVIII wieku w dzierżawionych przez siebie lasach Szkocji zatrudniał miejscowych drwali. Rawlinson uznał, że robotnicy są źle ubrali i sprowadził krawca, który zaprojektował kilt. Sto lat później dwaj szkoccy bracia o nazwisku Allen dopisali dalszy ciąg "wielowiekowej tradycji". Bracia obracali się wśród arystokracji i słynęli z ogromnej fantazji.
- Zmienili nawet nazwisko na Sobieski Stuart, sugerując, że pochodzą zarówno od polskiego króla, jak i szkockiej dysnastii - opowiada dr Sekerdej. - "Tradycyjny" kilt opatrzony jest charakterystycznym wzorem, tzw. tartanem, który wskazuje na przynależność klanową. Bracia prawdopodobnie sami sfabrykowali szesnastowieczny rękopis "Vestarium Scotium", rzekomo znaleziony w zbiorach rodzinnych, dokumentujący i ilustrujący poszczególne tartany.
Choć jeszcze za życia braci zdemaskowano oszustwo, jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać kolejne publikacje oparte na "Vestarium Scotium". Dziś Szkoci za nic w świecie z kraciastych spódniczek nie zrezygnują...
I jeszcze jedno - ostatnio dotarła do kraju wiadomość, że dla licznej rzeszy polskich emigrantów opracowano nowy, biało-czerwony tartan. Niedługo okaże się, że Rob Roy pierwszą spódniczkę w kratę naszemu Sobieskiemu przysłał...
Długie łodzie rogatych Wikingów i dosadna Brunhilda
Jak wyglądał Wiking? Na to pytanie odpowie każdy młody człowiek wychowany na Asterixie i Obelixie oraz hollywoodzkich produkcjach. Z daleka można go poznać przede wszystkim po hełmie z rogami. Hełmie, stworzonym pod koniec XIX w. przez... szefa garderobianych w New York Opera House.
Archeolodzy, pracujący w Skandynawii wzruszają ramionami, gdy ktoś pyta ich o rogate hełmy Wikingów, gdyż do tej pory nie wykopali ani jednego egzemplarza takiego nakrycia głowy. Zresztą hełmy z rogami są wyjątkowo niepraktyczne - zbyt ciężkie i łatwo nimi o coś zahaczyć.
Hełm z potężnymi rogami jako pierwsza założyła pewna śpiewaczka. W Nowym Jorku wystawiano właśnie "Walkirię" Wagnera. Solistce, śpiewającej partię Brunhildy założono najpierw na głowę hełm ze skrzydełkami po bokach, taki, jakiego używały w obrzędach ludy wczesnogermańskie. Spojrzał na to garderobiany i uznał, że skrzydełka należy zastąpić rogami, by Brunhilda wyglądała... dosadniej. A później już rysownicy i filmowcy ubrali Wikingów w brunhildowe nakrycie głowy.
- Równie młoda jest inna skandynawska tradycja związana ze świętą Łucją - mówi Joanna Grajter, rzeczniczka magistratu Gdyni, miasta siostrzanego Karsklony. - Wbrew pozorom dziewczęta ubrane na biało, ze świecami na głowach, śpiewają pieśń Santa Lucia nie od setek lat, ale od początku XX.
wieku.


Hejnalista, Tatarzy i pewien Irlandczyk

Z Anglikiem wymyślającym kilty można porównać tylko Irlandczyka, tworzącego starą, krakowską opowieść o hejnaliście z Wieży Mariackiej. Znacie? No to posłuchajcie - był rok 1241, Tatarzy zaatakowali Kraków. Trębacz, widzący z wieży nadciągającą hordę postanowił zaalarmować miasto. Grał, póki tatarska strzała nie zabrała mu życia... Od tej pory hejnał, oznajmiający przez radio całej Polsce, że wybiła godzina 12, nagle się urywa. Historia nieszczęsnego trębacza na równi z Lajkonikiem przypomina nam dramat sprzed prawie 800 lat. Prawda jednak wygląda inaczej.
- Zwyczaj grania hejnału, by oznajmić godzinę, pojawił się dopiero w końcu XIV wieku - mówi dr Kinga Sekerdej. - Potem zaniknął na kilkaset lat, by powrócić w 1810 r. Polskie radio gra hejnał od 1927 r. Dwa lata później, w 1929 r., w USA pojawiła się książeczka dla dzieci autorstwa Erica Philbrooka Kelly'ego, zatytułowana "Trębacz z Krakowa", która uzasadnia "historycznie" zakończenie linii melodycznej hejnału.
Irlandczyk, wymyślając dzielnego hejnalistę, trafił w zapotrzebowanie społeczne młodego państwa polskiego. Bo każdy bohater, ginący w obronie ojczyzny, jest u nas na wagę złota.
Na internetowych stronach ekologów od kilku lat krąży opowieść o innym fałszowaniu "starej, polskiej tradycji". Ekolodzy walcząc z zabijaniem karpia na święta piszą, że tak naprawdę rybą wigilijną był szczupak, a karpia wymyślił w 1948 r. Hilary Minc, stary komunista, ówczesny minister przemysłu. Z prozaicznych powodów - ta niezbyt szlachetna, błotna ryba była bardziej dostępna dla ludności. Jednak historycy odrzucają tezę o "fałszerstwie", argumentując, że zwyczaj spożywania karpia przynieśli do Polski w średniowieczu Cystersi. Kto chciał, mógł już przed wojną stawiać go na wigilijnym stole.


Dziennikarze od świętej wody i diabelskiej góry

Na Pomorzu też aż roi się od tradycji, które dopiero kiełkują. Nie da się ukryć, że przy tworzeniu niektórych trochę napracowali się dziennikarze.
W ostatnią niedzielę na parkingu przy gdyńskim Źródle Marii stało kilka samochodów. Niektórzy kierowcy podjechali tylko po to, by nabrać do baniaków źródlanej wody.
- Ma dobre, uzdrawiające działanie - przekonywała starsza pani, napełniająca plastikową butlę. - Przyjeżdżam tu już z pięć lat, wiele chorób wyleczyłam. Nie tylko u siebie, także u mamy staruszki. Słyszałam, że od wieków woda płynąca spod kapliczki Maryi ludziom pomaga.
Woda pomaga o wiele krócej. Kapliczka powstała początku lat dwudziestych XX wieku jako wotum dziękczynne za uratowanie życia. Budowano wówczas trasę kolejową z Gdyni do wsi Osowa. Pracujący przy torach robotnicy nie słyszeli rozpędzonego wagonika, który wyskoczył nagle zza zakrętu. Wagonik przewrócił się, ale nikogo nie zabił. Uratowani robotnicy ufundowali figurkę Matki Boskiej, a mieszkańcy pobliskiego Wielkiego Kacka zaczęli gromadzić się w tym miejscu na nabożeństwach majowych. Na początku lat. 90 w artykule zamieszczonym w "Wieczorze Wybrzeża" Janina Jaszdżewska, mieszkająca tuż przy źródełku, opowiedziała o tym, jak wodą poiła chorą wnuczkę. Wnuczka wyzdrowiała. I tak zaczęła rodzić się legenda o cudownym źródle.
Inny artykuł doprowadził do zmiany nazwy góry.
- Mieszkam blisko góry św. Mikołaja na gdyńskiej Chylonii - opowiada Edward Zimmermann, kolekcjoner, badacz dziejów Pomorza. - Jeszcze przed nadejściem reformacji powstała na tej górze kapliczka z figurką świętego Mikołaja, chodzili do niej pątnicy z całego Pomorza. W wydanej w 1880 r. w Pelplinie książce księdza Fankidejskiego o obrazach cudownych i miejscach ziemi chełmińskiej znalazłem bardzo ciekawe podania na ten temat. Wydawało się, że nic już nie zmieni nazwy tego miejsca...
Jesienią ubiegłego roku napotkany w chylońskim lesie grzybiarz spytał pana Edwarda, jak dojść do Diabelskiej Góry. Na stwierdzenie, że takiego wzgórza tu nie ma, spojrzał się na historyka ze zdziwieniem. A potem wyjaśnił, że chodzi o górę wznoszącą się nad ul. Morską. Górę św. Mikołaja.
- Zainteresowałem się tą sprawą - mówi Edward Zimmermann. - Okazało się, że "Diabelska Góra" funkcjonuje zwłaszcza wśród nowych mieszkańców dzielnicy i u młodzieży. Nazwa ta pojawiła się po raz pierwszy w artykule, opublikowanym w waszej gazecie, 22 czerwca 2003 roku. Można było tam przeczytać, że na górze zbierały się czarownice, zaślubiające diabła, odbywały sabaty, palono tam ogniska... W oczy rzucał się duży tytuł: "Ognisko na szczycie Diabelskiej Góry". I choć źródła historyczne nie wspominają o obrzędach czarownic w tym właśnie miejscu, diabelska nazwa utknęła w ludzkich głowach.
Zimmermann postanowił walczyć z "diabelską tradycją". Nie wiadomo, czy mu się uda - zło zawsze bardziej przyciągało niż świętość. Nawet jeśli to sam święty Mikołaj.


Pies i dzielny Zdobysław

To musi być ciekawe uczucie, gdy wymyślona opowieść na oczach autora zmienia się w tradycję. Profesor Jerzy Samp, znawca literatury i historii Pomorza napisał kiedyś legendę o wiernym psie z gdańskiej strażnicy.
- Zainspirowały mnie trochę stare teksty, trochę figurka psa stojąca na wysokości trzeciego piętra budynku przy ul. Okopowej, a trochę też i sympatia do psów - mówi profesor. - Połączyłem to wszystko i po jakimś czasie zauważyłem, że moja opowieść zaczyna żyć własnym życiem. Przed budynkiem przy Okopowej zatrzymują się autokary z turystami, którzy oglądają kamienną figurkę, przewodnicy opowiadają legendę, a Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami ufundowało nawet specjalną tablicę, poświęconą wiernym przyjaciołom ludzi.
Dziwnie musi się także czuć całkiem dorosły już pan Zdobysław, którego ojciec, zmarły przed 10 laty Zygmunt Zieliński (były burmistrz Kościerzyny, Skarszew, a przez krótki czas terenowy dziennikarz "Dziennika Bałtyckiego") w zbiorze legend zamieścił "starą , bo pochodzącą z czasów krzyżackich" opowieść o raku i miłości Zdobysława Pani do młynarzówny Danusi. Pradawna legenda przerabiana jest w na lekcjach w niektórych kociewskich szkołach. Powstała tymczasem kilkadziesiąt lat temu na cześć małego wówczas synka autora...


Trzeba uważać

Nie każdy z podanych tu przykładów jest "produktem inżynierii społecznej". Czasem po prostu przyjmując powstałe niedawno obyczaje, poglądy, wierzenia, normy postępowania jako szczególnie ważne i warte zachowania w pełni świadomie albo półświadomie tworzymy "nową tradycję". I jest nam z nią dobrze.
Gorzej, gdy owe wymyślone tradycje mają uzasadnić mniej lub bardziej groźne teorie polityczne. Fanatycy islamscy, dążący do utworzenia wielkiego państwa wyznaniowego, powołują się np. na Koran. Tymczasem w nauczaniu islamu nie ma pojęcia ustroju państwowego, a pomysł państwa islamskiego zrodził się... w XX wieku.
- W toku naszej edukacji jesteśmy przekonywani, że podział świata na narody jest oczywisty, że naród jest osadzony w zamierzchłej przeszłości, że narody są bytami naturalnymi i nie wymaga to żadnego dowodzenia - mówi dr Kinga Sekerdej. - Tymczasem narody są historycznie nowym zjawiskiem, tak jak nowe są hymny i flagi, ale paradoksalnie ustanawiają ciągłość z odpowiednią przeszłością i używają historii do legitymizacji wielu działań.
Dlatego też, słuchając kolejnego polityka, który powołując się na naszą wielowiekową historię, obyczaj, zwyczaje, próbuje przekonać nas do niekiedy karkołomnych teorii, powinniśmy zwyczajnie zachować czujność.
Bo nie zawsze jest tak, jak się państwu zdaje.


Od autora:
Powiedziałam kilku osobom, że prawdy, w które wierzą zostały wymyślone. Reakcje były różne - od niedowierzania po złość.
Kochamy tradycję. Kiedy ktoś próbuje nam ją odebrać, czujemy niepokój. Protestujemy przeciw działaniom intruza, który narusza poczucie naszego bezpiecznego usadowienia w historii.
To co, mamy w ogóle o tym nie mówić?
Dorota Abramowicz - Dziennik Bałtycki
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Czw 22:54, 3 Maj 2007    Temat postu: Czy w Polsce mamy demokrację? Zmień/Usuń ten post

Demokracja oznacza system polityczny, w którym władzę sprawuje lud. Mam trzy poważne wątpliwości czy system stosowany w naszej ojczyźnie od 18 lat można nazwać demokratycznym. Czy potrafimy zmienić reguły gry na naszej scenie politycznej?


Wątpliwość 1


REKLAMA Czytaj dalej



Lud w naszym kraju "ma władzę" nie permanentnie lecz jedynie raz na ok. 1460 dni kalendarzowych. W pozostałe dni lud może składać nic nie znaczące wnioski lub organizować równie bez znaczenia najrozmaitsze protesty. Jeśli wnioski czy protesty nie są zgodne z interesem aktualnie "trzymającej władzę grupy" wnioski obywateli lądują w koszu a protesty jeśli nie są zakazane to "odpowiednio" skomentowane lub zniwelowane "kontr-protestami". Jak lekceważony jest w naszym systemie głos ludu świadczy historia wniosku ok.750 tysięcy obywateli złożonego kilka lat temu do Sejmu w sprawie JOWów. Sprawa jest nie do przeforsowania. "Elity" nie załatwią pozytywnie żadnego wniosku który jest sprzeczny z ich interesem.

Wątpliwość 2

Brak realnego wpływu na władzę powoduje zniechęcenie poczciwych obywateli do zajmowania się sprawami publicznymi. 60% obywateli nie idzie do urn! W obowiązującej u nas tzw. "pluralistycznej demokracji" ubiega się o władzę kilkadziesiąt (w 2005 roku 16) teoretycznie różnych ugrupowań politycznych. Zwycięskie ugrupowanie ma niewielką szansę zdobyć większość ważnych głosów i sprawować samodzielnie władzą. Dotychczas zazwyczaj "zwycięzca" uzyskiwał ok. 30% poparcie. Regułą było, że nie tworzył stabilnej wielkiej koalicji lecz brakujące dla sprawowania władzy niezbędne głosy "kupował za stanowiska" od ugrupowań i posłów dietetycznych. W efekcie mamy sytuację, że władzę w RP dzierżą ugrupowania mające udokumentowaną akceptację ok. 12 % obywateli (40/100 X 30/100 =12/100). To nie są rządy WIĘKSZOŚCI – to są rządy MNIEJSZOŚCI która dzięki sprawnemu marketingowi uzyskała jedynie spośród wielu największe poparcie. To jest sprzeczne z fundamentalną ideą demokracji która mówi, że decydujący głos powinna mieć większość.

Wątpliwość 3

Nasz system polityczny to demokracja pośrednia. Lud sprawuje władzę nie osobiście lecz poprzez swoich przedstawicieli. Problem w tym, że wg założeń dla "demokratycznych przedstawicieli ludu" dobro wspólne powinno być najważniejszym (jedynym) nakazem. Niestety w naszym systemie politycznym najważniejsze jest dobro ugrupowania lub dobra osobiste naszych "elit" politycznych tj zaspokojenie ich aspiracji politycznych i finansowych. Poparcie wyborców kupuje się obiecankami typu: "Od przyszłego roku będziemy rewaloryzować emerytury i renty proporcjonalnie do wzrostu średniej płacy. Będzie to kosztowało nas (wasz budżet) ok. 6 mld. zł." "Dyplomatycznie" w informacji nie wyjaśnia się komu te 6 mld zostanie zabrane. Stosowanie tej wersji demokracji powoduje, że nasze "elity polityczne" zadłużają nasz kraj (nas) w tempie ok. 30 mld. zł. rocznie a jak wiadomo obecnie nasz dług publiczny wynosi już ok. 500 mld. zł. Jednocześnie nasz majątek narodowy został w znacznej mierze, niekoniecznie uczciwie, wyprzedany. Pozostały już tylko resztówki. Czy w takich warunkach nasza ojczyzna ma szansę rosnąć w siłę a nam obywatelom dać nadzieję na lepsze jutro?


REKLAMA Czytaj dalej



Czy możemy zastosować lepszą demokrację?

Skoro obecnie stosowany w naszej ojczyźnie system polityczny, formalnie określany demokratyczny ma w/w wyjątkowo niebezpieczne wady to dlaczego nasze "elity" nie prowadzą poważnej debaty publicznej nad ich wyeliminowaniem bądź ograniczeniem? Dlaczego nie prowadzi się poszukiwań lepszej demokracji? Kto się boi praktykowanej, z wyjątkowo dobrym skutkiem, od 150 lat przez Helwetów prawdziwej demokracji? Dlaczego moi rodacy na hasło REFERENDUM prawie wszyscy reagują nerwowo?

Nie wiem jak jest naprawdę ale po kilku miesiącach "drążenia tematu" mam wrażenie, że przyczyny obawy przed oddaniem pełni władzy ludowi w naszym kraju są trywialne. "Elity" są totalnie przeciw bo system pełnej demokracji degraduje ich z pozycji "panów tego Świata" do roli "służby temu Światu". "Możni" tego Świata obawiają się, że "biedni" przypomną sobie podstawowe hasło komunistów o jednakowych żołądkach i przegłosują "urawniłowkę". "Katolicy" boją się, że zdemoralizowany prosty lud za inspiracją ateistów przegłosuje unieważnienie dekalogu. "Niewierzący" z kolei boją się, że katolicy przegłosują przymusowy chrzest wszystkich i obowiązkowe praktykowanie religii, etc. itp. itd. Czy to są poważne obawy?

Niech mi ktoś wyjaśni czy jesteśmy skazani trwać pod rządami "populistycznych" dyktatur wymieniających się co cztery lata aż do końca Świata i jeden dzień dłużej? Czy pełna demokracja jest dla nas marzeniem "ściętej głowy"? Czy pokojowo nic w tej sprawie nie da się zrobić i musimy "kuć kosy na sztorc"? Niech mi ktoś wytłumaczy czy rzeczywiście jesteśmy tak zdemoralizowanym, nietolerancyjnym, prymitywnym narodem, że nie możemy równać się z Helwetami i nie możemy korzystać z ich doświadczeń? Może moglibyśmy na początek wypróbować prawdziwą demokrację na poziomie gmin?

Zdzisław Gromada
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Nie 11:18, 13 Maj 2007    Temat postu: Na Czukotce nikt nie przeżył Zmień/Usuń ten post

Nazistowska akcja A-B polegająca na wymordowaniu polskiej inteligencji została dzięki wspólnym "metodycznym" konferencjom Gestapo i NKWD skoordynowana m.in. z radziecką akcją rozstrzeliwania jeńców w Katyniu.

Jedną z form współpracy radziecko-nazistowskiej było tworzenie przez sowiecki wywiad na obszarze Generalnego Gubernatorstwa organizacji konspiracyjnych o zabarwieniu komunistycznym. Zwerbowani działacze lewicowi mieli rozpracowywać dla Gestapo i NKWD polskie podziemie niepodległościowe pod płaszczykiem własnej działalności konspiracyjnej. Te twory nazwano "Sierp i Młot", "Proletariusz" oraz "Stowarzyszenie Przyjaciół ZSRR".

Masowe zbrodnie, represje na Polakach, wielotysięczne deportacje do obozów pracy, akcje depolonizacji Kresów Wschodnich. Po dokonaniu zbrojnej napaści na Polskę 17 września sowiecki aparat przemocy dopadł również Łotyszy, Litwinów, Estończyków. Zbrodnicze plany odtworzono w latach 1944-46. Tę hekatombę "zafundował" nam Ioseb Besarionis Dze Jughashvili (inaczej Josif Wissarionowicz Dżugaszwilli) - 162 cm wzrostu, gbur, pospolity cham, Człowiek Roku 1939 i 1942 według magazynu Time, w Księdze Rekordów Guinnessa zajmuje pierwszą pozycję w kategorii "masowy morderca". Nosił pseudonimy Koba, Soso, Stalin...
Jego mentalność znakomicie obrazuje pewien incydent. Kiedyś dowiedział się, że Nadieżda Krupska śmie go jawnie krytykować. Wezwał ją do siebie i wycedził: "Nie podskakujcie tak Krupska, bo inaczej znajdziemy Leninowi inną wdowę".
Miał ambicje poszerzenia komunistycznej strefy wpływów. Dlatego 23 sierpnia 1939 roku zawarł sojusz z hitlerowskimi Niemcami, znany pod hasłem "pakt Ribbentrop-Mołotow". Kilka tygodni później wydał rozkaz zaatakowania - bez wypowiedzenia wojny - wschodnich terytoriów Rzeczypospolitej. Stalinowski aparat przemocy natychmiast poddał ludność polską brutalnym represjom, obliczonym na złamanie społecznego morale i zniszczenie w zarodku rodzącej się konspiracji.
Jednym z głównych instrumentów jego polityki wobec ludności krajów podbitych były wielkie akcje deportacyjne. Ich celem było wyrwanie z miejscowych społeczności najgroźniejszych dla reżimu jednostek oraz zmiana stosunków etnicznych na danym terenie.
Pierwszą wielką akcję przeprowadzono 10 lutego 1940 roku. Objęto nią głównie tzw. wrogów ludu, przede wszystkim osadników wojskowych, rolników przybyłych z innych terenów Polski (Mazury), leśników i pracowników służb leśnych (co miało utrudnić tworzenie partyzantki), urzędników rolnych, spółdzielczości i kupców. Według najnowszych ustaleń deportacja pochłonęła 140 tysięcy osób. Ludność przesiedlono m.in. do obwodów archangielskiego, Komi, swierdłowskiego, irkuckiego oraz Kraju Krasnojarskiego.
Wkrótce dokonano jeszcze trzech masowych wysiedleń. Dotknęły one - podobno - 320 tys. ludzi. Podobno, bo o liczbę toczy się spór. Historycy rosyjscy mówią o 400 tys. wysiedlonych ze wschodnich województw II RP. Ale liczba deportowanych mogła być trzy, a nawet czterokrotnie wyższa. Po pierwsze, nie jest wykluczone, że część sowieckich archiwów dotyczących wysiedleń wciąż jest ukryta przed historykami, po drugie sowiecki aparat represji ewidencjonował jedynie osoby przesiedlane w transportach kolejowych. W późniejszym czasie dołączali do nich brakujący członkowie rodziny, którzy z jakichś powodów uniknęli właściwej deportacji.


Czołgami ich rozjeżdżali

W 1939 roku w rękach Stalina znalazło się ok. 240 tysięcy polskich jeńców wojennych - 125 tysięcy przejęła NKWD, by zamknąć ich w łagrach pracy i obozach koncentracyjnych, resztę w większości (pominąwszy przypadki rozstrzeliwania lub uśmiercania) zwolniono. Nie wiadomo, ilu żołnierzy i oficerów zamordowano bezpośrednio po wzięciu do niewoli, chociaż istnieją dowody na bezprzykładne bestialstwo Sowietów - np. żołnierzy polskich wziętych do niewoli w 1939 roku pod Grodnem i Wilnem sowieckie dowództwo poleciło uśmiercać poprzez miażdżenie ich pod gąsienicami czołgów. Wielu jeńców polskich rozstrzelano zaraz po ich poddaniu się w doraźnych egzekucjach. Zarząd NKWD część jeńców pochodzących z terenów kontrolowanych przez III Rzeszę przekazał Niemcom. Liczba polskich jeńców wzrosła o ponad 45 tys. po anektowaniu w 1940 roku przez Stalina krajów bałtyckich, gdzie znaleźli się na skutek wojennej ruchawki. Część zamkniętych w obozach starobielskim, ostaszkowskim oraz kozielskim - blisko 15 tys. - wymordowano wiosną 1940 roku. Inne grupy jeńców skierowano do budowy magistrali komunikacyjnej Równe-Lwów, do pracy w kopalniach wapienia i żelaza Zjednoczenia "Nikopol-Marganiec", do systemu łagrów tzw. Północnego Obozu Kolejowego "Siewżełdorłag" w dorzeczu Peczory. Pracowali w strasznych warunkach, umierali masowo z wyczerpania, szalejących epidemii. Dokładnej liczby ofiar nie sposób oszacować.


Zbrodniczy kontredans z Hitlerem

W dziele eksterminacji ludności polskiej Stalin ochoczo współpracował z Hitlerem. Kooperacja była daleko posunięta. Organizowano wspólne konferencje Gestapo i NKWD. Do pierwszej doszło w Brześciu nad Bugiem 27 września 1939 roku. Jej tematem przewodnim były metody zwalczania w zarodku przez obu okupantów konspiracji niepodległościowej. II Konferencja NKWD i Gestapo odbyła się pod koniec listopada 1939 roku w Przemyślu. Tutaj tematyka została poszerzona o problem wymiany jeńców polskich oraz metodykę eksterminacji ludności polskiej. III Metodyczna Konferencja Gestapo i NKWD zorganizowano w lutym 1940 roku. Oprawcy spotkali się w Zakopanem w willi "Pan Tadeusz". W marcu 1940 kolejna podkonferencja miała miejsce w Krakowie. Wspólne plany eksterminacyjne konstruowano do początku kwietnia 1940 roku. Nazistowska akcja A-B polegająca na wymordowaniu polskiej inteligencji została dzięki tym konferencjom skoordynowana m.in. z radziecką akcją rozstrzeliwania jeńców w Katyniu. Protokół końcowy III Metodycznej Konferencji zakładał likwidację ludności polskiej do roku... 1975 poprzez jej wymordowanie i deportacje. Stronę niemiecką reprezentował Adolf Eichmann i późniejszy szef dystryktu radomskiego GG Zimmerman. Sowietom przewodził niejaki Eichmans, były sowiecki komendant Wysp Sołowieckich i Ekspedycji na Wałgaczu i twórca systemu zabijania strzałem w tył głowy w izolowanych pomieszczeniach oraz Rita Zimmerman, szefowa łagru dziecięcego i komendantka kopalni złota na Kołymie. Inną formą współpracy radziecko-nazistowskiej było tworzenie przez sowiecki wywiad na obszarze Generalnego Gubernatorstwa organizacji konspiracyjnych o zabarwieniu komunistycznym. Jakie postawiono im zadania? Zwerbowani działacze lewicowi mieli rozpracowywać dla Gestapo i NKWD polskie podziemie niepodległościowe pod płaszczykiem własnej działalności konspiracyjnej. Te twory nazwano "Sierp i Młot", "Proletariusz" oraz "Stowarzyszenie Przyjaciół ZSRR".


Żeby utrwalić władzę ludową

Stalin nie popuścił też w końcowej fazie II wojny światowej i po kapitulacji hitlerowskich Niemiec.
W latach 1944-1946, a więc po opanowaniu ziem polskich przez wojska radzieckie zorganizowany na nich aparat represji kontynuował politykę z lat 1939-1941. Dokonywano aresztowań, internowań i deportacji ludności polskiej - toczyła się wówczas de facto wojna domowa między polskim podziemiem niepodległościowym a pretorianami Stalina. W tym samym czasie władze sowieckie przeprowadziły ostateczną depolonizację Kresów Wschodnich.
Na wschodnich ziemiach II RP wcielonych do ZSRR aresztowano, internowano i deportowano 40 do 50 tysięcy ludzi. Polskie podziemie niepodległościowe na ziemi grodzieńskiej utrzymywało się do 1948 roku, a sporadycznie nawet do początku lat 50. Walka z nim przyniosła zaostrzanie spirali stalinowskich represji na dawnych polskich terenach. Z ziem Polski pojałtańskiej wywieziono w ramach "utrwalania władzy ludowej" do ZSRR ok. 40 tysięcy osób. Liczbę żołnierzy podziemia wywiezionych do centralnych obszarów ZSRR z obszaru Polski pojałtańskiej można oszacować na ok. 17 tysięcy. Historycy nie wykluczają, że po korektach liczby te mogą wzrosnąć. Największą akcją represyjną tego okresu była tzw. obława augustowska z 1945 roku, która objęła 2000 osób z czego 600 zaginęło bez śladu.


Garstka przeżyła

Nie wiadomo, ilu Polaków zginęło w wyniku stalinowskich czystek. Historycy głowią się nad tym od lat. W wielu wypadkach brakuje choćby ewidencji liczby zgonów w obozach pracy oraz miejscach zesłań. By zobrazować skalę zniszczenia, przypomnijmy to, co wiemy: z 10 tysięcy Polaków zesłanych na Kołymę przeżyło tylko 171 osób. Na Czukotce, z 3 tysięcy Polaków nie przeżył nikt. Łagrów, gdzie przetrzymywano Polaków, było blisko 130...
Darek Janowski - Dziennik Bałtycki
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość







PostWysłany: Nie 11:36, 13 Maj 2007    Temat postu: Zaglądamy do kieszeni naszych przedstawicieli w samorządach Zmień/Usuń ten post

Im biedniejsza rada - tym bardziej skłonna do oszczędności - wynika z naszego raportu. Do obniżania sobie diet inicjatywę zwykle przejawiają ci radni, których uposażenia należą do najniższych.

Tak jest np. w gminie Osiek czy Lipusz. Jak twierdzą, nie zależy im na poprawie własnych losów, a na dobru gminy. Bogaci oszczędzać nie chcą, choćby dlatego, że dietę traktują jako dodatkową pensję.
Jak wynika z naszego rankingu, najniższe na Pomorzu stawki za posiedzenie mają radni gminy Lipusz (60 zł). Ich wynagrodzenie uzależnione jest od tego, jak często odbywają się komisje i sesje. Te natomiast są nieregularne. Zgodnie z planem komisje odbywają się najczęściej raz w miesiącu, podobnie jak sesje, co daje kwotę 120 zł miesięcznie. - Nasza gmina jest chyba jedną z najbiedniejszych, więc i diety są odpowiednie - uważa Ryszard Wojaczek, przewodniczący komisji rewizyjnej Rady Gminy Lipusz. - Wraz z wyborami skład rady uległ zmianom i przyznam szczerze, że nie dyskutowaliśmy jeszcze na temat podwyżek. Na razie taka kwota musi wystarczyć.

Co sądzisz o dietach samorządowców?

Inne zdanie na ten temat ma przewodniczący komisji budżetowej i rozwoju gospodarczego. - Uważam, że nasze diety powinny być nieco wyższe - mówi Robert Ebertowski. - Nie myślę o wielkich podwyżkach, a chociażby takich, które wyciągnęłyby nas z szarego końca.
Jedne z najniższych diet otrzymują też radni z Osieka (70 zł za posiedzenie). W sumie w ciągu trzech miesięcy ich uposażenie wynosi średnio ok. 250 zł. - Zdarza się jednak, że radni nic nie mają, gdy na przestrzeni miesiąca nie odbędą się żadne posiedzenia komisji czy sesje - mówi Bogumiła Czajka z biura obsługi rady w Osieku.
Przewodniczący Rady Gminy Jerzy Kłos, który jako jedyny otrzymuje 800 zł miesięcznie, podkreśla, że radni sami chcieli otrzymywać tak małe wynagrodzenie. - Za pieniądze, które otrzymaliby radni, wykonujemy bardzo potrzebne inwestycje, np. związane z kanalizacją - twierdzi Jerzy Kłos. - Po prostu nie zależy nam na poprawie własnych losów, a na dobru gminy.
O blisko 30 procent obniżyli swoje ryczałty radni z gminy Rzeczenica. Jak twierdzą, zostali do tego zmuszeni, gdyż muszą szukać oszczędności. Przeciętny radny gminy Rzeczenica, który za poprzedniej kadencji otrzymywał 334 zł, teraz dostaje 250 zł. O 400 zł mniej dostaje przewodniczący rady (wcześniej było to 1200 zł). Radni szacują, że dzięki obniżkom w kasie gminy pozostanie dodatkowe 20 tys. zł. - Obniżyliśmy swoje diety, ponieważ chcieliśmy rozpocząć kadencję od oszczędności - argumentuje Zygmunt Wilczyk, przewodniczący Rady Gminy Rzeczenica. - Nie kandydowaliśmy w wyborach dla pieniędzy, ale po to, żeby zrobić coś pożytecznego dla gminy. Aby łatwiej było wyliczyć wydatki na działalność Rady Gminy wprowadziliśmy ryczałty. Już teraz wiemy, że zamiast planowanych wcześniej 80 tys. zł na ten cel wydamy około 60 tys. zł.
Obniżenia diet w gminie Wejherowo domagają się radni gminni z klubu "Nasza Gmina". - Nasze diety są najwyższe spośród wszystkich miast i gmin w całym powiecie wejherowskim - argumentuje Henryk Skwarło, wiceprzewodniczący klubu. - Poza tym jest, według nas, zbyt duże zróżnicowanie między dietą "zwykłego" radnego (770 zł), a dietami radnych zajmujących funkcje (członek komisji - 1060 zł, a przewodniczący rady - 1940 zł). Dlatego dieta zwykłego radnego może pozostać bez zmian, zaś pozostałe należałoby obniżyć od 200 do 480 zł.
O swoje portfele dbają za to gdańscy radni. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, jeszcze w 2000 roku, ustanowili sobie stawkę diety na poziomie 140 procent stawki dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe. Zarabiają dziś zatem 2500 zł na rękę. Przewodniczący rady i komisji mają kilkadziesiąt złotych więcej. W sumie wydatki na Radę Miasta Gdańska i jednostki pomocnicze (tzw. rady osiedli) pochłaniają rocznie prawie1,2 mln zł.
Zarobki gdańskich radnych są nie tylko najwyższe na Pomorzu, ale plasują Gdańsk w czołówce kraju. Więcej zarabiają jedynie rajcy z Krakowa średnio 2590 zł, a na tym samym poziomie radni Warszawy i Łodzi po 2500 zł. Od siedmiu lat, czyli momentu podwyżki diet, nie było w grodzie nad Motławą inicjatywy ich obniżenia.
- Dieta jest rekompensatą za pracę i poświęcony czas. Większość radnych naprawdę na nią solidnie pracuje - przekonuje Bogdan Oleszek, przewodniczący Rady Miasta Gdańska.
Miesiąc temu na sesji Rady Miejskiej w Lęborku radna Bogumiła Borkowska wniosła pod obrady wniosek o zmniejszenie o 10 procent diet. Na sesji propozycja ta jednak nie przeszła, a radni skierowali ją do rozpatrzenia przez komisję.
- Domyślam się, że mój wniosek nie uzyskał popularności wśród wielu moich kolegów z rady - spekuluje Borkowska. - Wszystko idzie opornie. Są różne metody, by o nim zapomnieć, choćby odwlekanie.
Radni gminy Miłoradz (pow. malborski) zafundowali sobie podwyżkę diet w marcu. Wcześniej radny otrzymywał miesięcznie 250 zł, od kwietnia dostaje 300 zł. Wprowadzono także nowość, czyli dietę dla przewodniczących komisji stałych - w wysokości 350 zł. Samorządowcy różnie argumentowali konieczność podwyżki. Jedni przekonywali, że dzięki temu będą mogli lepiej sprawować swoją funkcję przez udział w różnych spotkaniach wiejskich. Inni dodawali, że radni będą teraz częściej włączać się w pomoc finansową przy organizacji imprez gminnych. Podniesienie wysokości diet oznacza bardziej rygorystyczne rozliczanie nieobecności na posiedzeniach komisji stałych i sesjach. Do niedawna wystarczył telefon z usprawiedliwieniem do przewodniczącego komisji lub Rady Gminy, by nie ponieść konsekwencji finansowej. Po podwyżce diety każda, nawet usprawiedliwiona nieobecność wiąże się z potrąceniem wynagrodzenia proporcjonalnie do liczby posiedzeń w danym miesiącu.
Znacząco podniesiono ostatnio diety radnych w gminie Choczewo - z 300 do 500 zł. Podwyższyć sobie diety planują radni gminy Kaliska. Aktualnie za każde posiedzenie otrzymują po 90 zł to jedna z najniższych diet na Pomorzu. Teraz chcą otrzymywać o 20 zł więcej. Wniosek w tej sprawie trafił już na biurko przewodniczącego Rady Gminy Zbigniewa Szarafina. - Na pomysł z podwyżką diet wpadło pięciu radnych - wyjaśnia Szarafin. - Jak mówią, chcą mieć wyższe uposażenie m.in. dlatego, że od ośmiu ostatnich lat nie było one w ogóle podwyższane.

Jakie diety otrzymują radni na Pomorzu
Radni otrzymują diety zryczałtowane lub określone stawki za każde odbyte posiedzenie. Zwykle sesje odbywają się raz w miesiącu, a posiedzenia komisji 1-3 razy w miesiącu. Zdecydowana większość radnych zasiada w przynajmniej jednej komisji. Diety nie są opodatkowane.

2503,77 zł - Rada Miejska w Gdańsku (ryczałt)
1726,74 zł - Rada Miejska w Gdyni (ryczałt)
1310,40 zł - Rada Miejska w Lęborku (ryczałt)
1271, 41 zł - Rada Powiatu Słupskiego (ryczałt)
1210,87 zł - Rada Powiatu Chojnickiego (ryczałt)
1165,55 zł - Rada Miejska w Sopocie (ryczałt)
1139 zł - Rada Powiatu Wejherowskiego (ryczałt)
1101 zł - Rada Powiatu Kościerskiego (ryczałt)
1036 zł - Rada Powiatu Tczewskiego (ryczałt)
983 zł - Rada Powiatu Kartuskiego (ryczałt)
980 zł - Rada Powiatu Starogardzkiego (ryczałt) , 1080 zł (jeżeli radny jest w komisji rewizyjnej), radny spoza Starogardu Gd. dostaje dodatkowo 100 zł
971,29 zł - Rada Miejska w Słupsku (ryczałt)
936 zł - Rada Powiatu Sztumskiego (ryczałt)
842 zł - Rada Gminy Krokowa (ryczałt)
837 zł - Rada Powiatu Bytowskiego (ryczałt)
828,34 zł - Rada Gminy Tczew (ryczałt)
800 zł - Rada Miejska w Wejherowie (ryczałt)
795 zł - Rada Miejska w Ustce (ryczałt)
794 zł - Rada Miejska w Redzie (ryczałt)
777 zł - Rada Gminy Kosakowo (ryczałt)
777 zł - Rada Gminy Starogard Gd. (ryczałt)
777 zł - Rada Gminy Wejherowo (ryczałt)
760 zł - Rada Powiatu Malborskiego (ryczałt)
760 zł - Rada Miejska w Pruszczu Gdańskim (ryczałt)
750 zł - Rada Miejska w Człuchowie (za posiedzenie)
750 zł - Rada Powiatu Człuchowskiego (za posiedzenie)
750 zł - Rada Miejska w Starogardzie Gd. (ryczałt)
743 zł - Rada Miejska w Rumi (ryczałt)
722 zł - Rada Miejska w Tczewie (ryczałt) (radni pracujący w jednej komisji), 993 zł - (radni pracujący w dwóch komisjach)
688,97 zł - Rada Miejska w Kościerzynie (ryczałt)
680 zł - Rada Powiatu Kwidzyńskiego (ryczałt)
680 zł - Rada Miejska w Nowym Dwórze Gd. (ryczałt)
679,90 zł - Rada Miasta w Kwidzynie (ryczałt)
660,48 zł - Rada Powiatu Gdańskiego (ryczałt)
660 zł - Rada Miejska w Malborku (ryczałt)
655,20 zł - Rada Gminy Wicko (ryczałt)
648 zł - Rada Gminy Kolbudy (ryczałt)
648 zł - Rada Powiatu Puckiego (ryczałt)
638 zł - Rada Miejska w Pelplinie (ryczałt) (członkowie komisji rewizyjnej otrzymują o 5 procent większe diety)
602,20 zł - Rada Gminy Gniew (ryczałt)
563 zł - Rada Miejska w Miastku (ryczałt)
561,60 zł - Rada Miejska w Chojnicach (ryczałt)
561,60 zł - Rada Gminy Cewice (ryczałt)
561,60 zł - Rada Gminy Debrzno (za posiedzenie)
550 zł - Rada Gminy Słupsk (ryczałt)
539 zł - Rada Gminy Czarne (za posiedzenie)
518 zł - Rada Powiatu Lęborskiego (ryczałt), 949,71 zł (radny pracujący w dwóch komisjach)
518 zł - Rada Gminy Kościerzyna (ryczałt)
518 zł - Rada Miejska we Władysławowie (ryczałt)
518 zł - Rada Gminy Ustka (ryczałt), 712,28 (radny - członek komisji)
500 zł - Rada Gminy Nowa Wieś Lęborska (ryczałt)
500 zł - Rada Gminy Choczewo (ryczałt)
500 zł - Rada Gminy Gniewino (ryczałt)
466,22 zł - Rada Gminy Pruszcz Gdański (ryczałt)
456 zł - Rada Gminy Kwidzyn (ryczałt)
453,27 zł - Rada Gminy Prabuty (ryczałt), 492,12 zł (radny z terenu gminy)
450 zł - Rada Miejska w Kartuzach (ryczałt)
421 zł - Rada Miejska w Sztumie (ryczałt)
414 zł - Rada Miejska w Skarszewach (ryczałt)
414 zł - Rada Miejska w Czersku (ryczałt)
405 zł - Rada Gminy Czarna Dąbrówka (ryczałt)
400 zł - Rada Gminy Malbork (ryczałt)
400 zł - Rada Miejska w Jastarni (ryczałt)
400 zł - Rada Gminy Puck (ryczałt)
400 zł - Rada Miejska w Pucku (ryczałt)
400 zł - Rada Gminy Chojnice (ryczałt)
388,50 zł - Rada Gminy Brusy (ryczałt)
389 zł - Rada Gminy Cedry Wielkie (ryczałt)
380 zł - Rada Gminy Nowy Staw (ryczałt)
362,62 zł - Rada Gminy Trąbki Wielkie (ryczałt)
362,62 zł - Rada Gminy Damnica (ryczałt), 388,52 zł (radni zasiadający w dwóch komisjach)
350 zł - Rada Gminy Główczyce (ryczałt), 380 zł (radny - członek komisji rewizyjnej)
352 zł - Rada Miejska w Bytowie (ryczałt)
350 zł - Rada Gminy w Sierakowicach (ryczałt)
330,23 zł - Rada Miejska w Żukowie (ryczałt)
327, 60 zł - Rada Gminy Dziemiany (ryczałt)
319 zł - Rada Gminy Pszczółki (ryczałt)
300 zł - Rada Gminy Liniewo (ryczałt)
300 zł - Rada Gminy Karsin (ryczałt)
300 zł - Rada Gminy Miłoradz (ryczałt)
300 zł - Rada Gminy Lichnowy (ryczałt)
300 zł - Rada Gminy Przywidz (ryczałt)
300 zł - Rada Gminy Smołdzino (ryczałt)
270 zł - Rada Gminy Lipnica (ryczałt), 360 zł (radny zasiadający w dwóch komisjach)
269,73 zł - Rada Gminy Trzebielino (ryczałt)
259 zł - Rada Gminy Ostaszewo (ryczałt)
250 zł - Gmina Stare Pole (ryczałt)
250 zł - Rada Gminy Przechlewo (za posiedzenie)
250 zł - Rada Gminy Rzeczenica (ryczałt)
250 zł - Rada Gminy Potęgowo (ryczałt)
240 zł - Rada Gminy w Sulęczynie (za posiedzenie)
220 zł - Rada Gminy w Sadlinkach (za posiedzenie)
215 zł - Rada Miasta Skórcz (ryczałt)
200 zł - Rada Gminy Stara Kiszewa (ryczałt)
200 zł - Rada Gminy w Przodkowie (za posiedzenie)
200 zł - Rada Gminy Skórcz (ryczałt)
200 zł - Rada Gminy Lubichowo (ryczałt)
185 zł - Rada Gminy w Chmielnie (za posiedzenie)
181,31 zł - Rada Powiatu Nowodworskiego (ryczałt) , 634,58 zł (radny - członek komisji), 906,54 zł (radny zasiadający w dwóch komisjach)
162 zł - Rada Gminy Gardeja (za posiedzenie)
160 zł - Rada Gminy Stegna (za posiedzenie)
150 zł - Rada Gminy Koczała (ryczałt)
150 zł - Rada Miejska w Czarnej Wodzie (ryczałt)
140 zł - Rada Gminy Stary Targ (za posiedzenie)
138,14 - Rada Gminy Suchy Dąb (za posiedzenie)
137,28 zł - Rada Miejska w Łebie (ryczałt)
134 zł - Rada Gminy w Stężycy (za posiedzenie)
130 zł - Rada Gminy Szemud (za posiedzenie)
129 zł - Rada Gminy Luzino (za posiedzenie)
129 zł - Rada Gminy Łęczyce (za posiedzenie)
123 zł - Rada Gminy Kołczygłowy (za posiedzenie)
121 zł - Rada Gminy Subkowy (za posiedzenie)
120 zł - Rada Gminy Somonino (za posiedzenie)
120 zł - Rada Gminy Linia (za posiedzenie)
115 zł - Rada Gminy Nowa Karczma (za posiedzenie)
105 zł - Rada Miejska w Helu (za posiedzenie)
100 zł - Rada Gminy Studzienice (za posiedzenie)
100 zł - Rada Gminy Osieczna (ryczałt)
100 zł - Rada Gminy Zblewo (za posiedzenie)
93,60 zł - Rada Miasta i Gminy Dzierzgoń (ryczałt), 102,96 (radni spoza miasta)
93,60 zł - Rada Miejska w Krynicy Morskiej (za posiedzenie)
93,60 zł - Rada Gminy Dębnica Kaszubska (za posiedzenie)
91 zł - Rada Miejska w Kępicach (za posiedzenie)
90 zł - Rada Gminy Tuchomie (za sesję) + 63 zł (za posiedzenie komisji)
90 zł - Rada Gminy Borzytuchom (za posiedzenie)
90 zł - Rada Gminy Parchowo (za posiedzenie)
90 zł - Rada Gminy Kaliska (za posiedzenie)
90 zł - Rada Gminy Morzeszczyn (za posiedzenie)
90 zł - Rada Gminy Konarzyny (za posiedzenie)
80 zł - Rada Gminy Smętowo (za posiedzenie)
84 zł - Rada Gminy Bobowo (za posiedzenie)
75 zł - Rada Gminy Sztutowo (za posiedzenie)
70 zł - Rada Gminy Osiek (za posiedzenie)
60 zł - Rada Gminy Lipusz (za posiedzenie).
(SEBA, ZET, EDA, SZAL, JS, JK, PIF, MJ, MAR) - Dziennik Bałtycki
Zobacz: Poprzedni | Wszystkie | Następny
Zobacz opinie (12) Wyślij znajomemu Drukuj
Wasze opinie (12)
sąsiedzi jakoś dbają o wygląd swoich wiosek ...maszewo (gość) 2007-05-11 20:38 sąsiedzi z Sierakowic dbają jakoś o swoje podległe wioski.i nie tylko bo sulęczyno też, więc o czym...
i słusznie.Jednak spróbuj wystartować w 2010 ...skile (gość) 2007-05-11 20:15 i być innym.Stojąc z boku łatwo się krytykuje. Dziwi mnie,że zakładasz,że WSZYSCY RADNI Są BE.Można...
no tak ...maszewo (gość) 2007-05-11 18:51 W cewicach nie maja na remonty dróg a sobie dali 560zł .Podłość., na chodnikach brud, i dziury w...
Tagladamy do kieszeni.... ...Gdanszczanin. (gość) 2007-05-11 17:51 G o w n o macie do mojej kieszeni..
Niepełny artykuł ...zainteresowany (gość) 2007-05-11 17:46 a gdzie są diety przewodniczących rady, zastępcy oraz przewodniczących. . .
Dodaj swoją opinię Pokaż wszystkie
Wiadomości na email
Wpisz swój adres, jesli chcesz dostawać wiadomości e-mailem.
Zamów

O tym się mówi
Łódź: Spóźniła się na maturę o 2 minuty - będzie zdawać w czerwcu, albo... za rok Opinii: 86
Puck: Krokowa. Od wstydu po głupotę - opinie po braku absolutorium dla wójta Rogali Opinii: 34
Rząd chce nam zabrać mecz ćwierćfinałowy Euro 2012.
Minister fauluje Gdańsk Opinii: 28
Metropolie europejskie a Pomorze. Wystarczy jeden prezydent? Opinii: 27

reklama
Wydarzenia
Lustracja: koniec i nowy początek Opinii: 7
Zawierucha wokół pomników czyli co jest, a co być nie może miejscem pamięci narodowej Opinii: 1
Złoto dla zuchwałych, czyli dalszy ciąg opowieści o skarbach ukrytych w gdańskim areszcie Opinii: 1
Mistrz fanbtasy opowiada o literaturze, kuchni i relaksie. Z Andrzejem Sapkowskim rozmawia Anna Góra
Rozstrzygnięcie konkursu "Karole"
Zobacz wszystkie

Sponsorzy
Telewizory LCD
Restauracje
Hotel
Mieszkania

O NaszymMieście | Marketing | Reklama | Kontakt | Praca

© 2000-2007 Polskapresse Sp. z o.o. All rights reserved.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum STOGINET Strona Główna -> wolna trybuna Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin